Mam nadzieję, że kilkoma poprzednimi wpisami udało mi się udowodnić, że lato w mieście może być super. Oferuje wiele, w zamian oczekując tylko odrobinę dobrych chęci i wysiłku. Naprawdę niedużo, ale podczas upałów sięgających czterdziestu stopni wystarczająco, żeby zmęczyć najwytrwalszego mieszczucha. Szczególnie matkę szalonego, ciekawego świata i ludzi rodzeństwa.
Na posterunku trwałam długo, nie bez radości i satysfakcji najlepszej strażniczki domowego ogniska. W końcu większość letnich wieczorów spędzaliśmy razem, całą czwórką w naszym wspólnym domu, nieważne jak bardzo zabałaganionym. Kiedy jednak okazało się, że oznacza to raczej spanie pod jednym dachem niż rodzinną sielankę, a Twórca, jeśli w ogóle jest, to wyłącznie ciałem, doszłam do wniosku, że nasza obecność nie jest mu potrzebna. Wręcz przeciwnie - bardziej potrzebuje ciszy i świętego spokoju w pracy. Dzieciakom przydałaby się zmiana otoczenia, a mnie - odpoczynek od biegania w tę i z powrotem na trzecie piętro z kilkunastokilowymi ładunkami.
Najpierw zrobiliśmy więc z Kochanymi Dziadkami rozpoznanie terenu, a kiedy wypadło pozytywnie, spakowaliśmy manatki i wyjechaliśmy, na początek na kilka dni. W miniony weekend szykowała się bowiem wyjątkowa impreza (nota bene wspaniała - ukłon w stronę cudownych Państwa Młodych). Pojutrze znów wyruszamy porozkoszować się jeszcze trochę jedynym miejscem na ziemi, pełnym wspomnień niemal jak z innego życia, popatrzeć na nie znów dziecięcymi oczyma. Poobijać się do granic przyzwoitości...
O tym, gdzie jesteśmy w sierpniu, kiedy nie jesteśmy w mieście, dowiecie się najpewniej z następnego wpisu. Choć o zasięgu sieci można tam tylko pomarzyć, tym razem zabieram ze sobą komputer. Być może uda mi się przezwyciężyć lenistwo i parę słów napisać ;) Chciałabym bardzo zabrać Was, Kochani, słowem i obrazem, w sentymentalną podróż, na wakacje mojego dzieciństwa.
Tymczasem dziś zdjęcia dla mnie szczególne: Lenka jako Świtezianka (choć nie nad Świteziem ;) ).
Lena:
spodnium, okulary - H&M
opaska - hand-made by Rodzicielka
PS. Ubranka Miętówki, wyborem naszym oraz miętówkowego teamu, wędrują do Olgi (Zestaw słonecznych szortów i bluzeczki wiązanej na szyi (o której myślę, że nazywa się “kropka w kropkę”) nazwałabym – nawiązując do plam na Księżycu – kropki na Słońcu) oraz Sandry (http://mietowka.pl/pl/p/sukienka-retro/104 - “DWIE FALBANKI W MALOWANKI”). Gratuluję, Dziewczyny, i proszę o kontakt!
piękna Świtezianka! w ogóle dziewczynki w wiankach mają masę, tony całe, uroku! a ja na bakier z pleceniem 🙂 na trawie zapiszczę, kokardkę zawiążę z kłosa wilgotnego… i tyle! 🙂
PS ojejejejej! ależ się cieszę! dziękuję :*
Przepięknie Lena wygląda! A;e to chyba nie są żywe kwiaty?
Przepięknie! 🙂 Mnie też się wydaje, że sztuczne… ale to dobrze, bo dłużej będą się tak fajnie prezentować! 🙂
Czekam na następny wpis!
Gratulacje dla zwyciężczyń!
Ten wianek jest prawdziwy? Z prawdziwych kwiatow upleciony? Jest swietny!
Jestem ciekawa, w jaka to glusze jedziecie :)))
Cudowny kombinezon a kwiaty piekne, całość fantastyczna:)
Cudnie! Poproszę instrukcję „wianek krok po kroku” 🙂
A z tą strażniczką domowego ogniska – doskonale wiem, o czym piszesz… Też mam wyrzuty sumienia, kiedy zostawiam męża choć na jeden dzień. Przecież biedactwo sobie nie poradzi sam 🙂 I co? Radzą sobie! Stęsknić się czasem trzeba!
Bardzo ciekawa jestem tego miejsca.
Zapomniałam o pozdrowieniu z wrażenia 🙂
Pozdrawiam ciepło!
A dzieciaczki były na „imprezie”? Czy mogę liczyć na fotorelację? Pod koniec sierpnia też mamy wesele i zastanawiamy się z siostrą, jak ubrać dzieci 🙂 Czy dla chłopca obowiązkowo „garniturek” a dla dziewczynki długa tiulowa suknia?
dobrze, że są dziadkowie.. że sa miejsca gdzie można uciec, powspominać… znów mabrać sił-oddechu-ponudzić się 😀
a córeczka.. no te kwiatki super wyszły na jej włoskach 😀
więcej takich sesji dla niej 😀
a dla ciebie dużo relaxu 🙂
Zdjęcia fajne:) śliczniaste, ale dlaczego dziecko krzywdzone jest sztucznymi grobowymi różami? Może dłużej się trzymają ale one są brzydkie. Juz na cmentarzach powoli odchodzi się od tej kiczowatej mody.
🙂 Krzywdzone? 🙂
Rozumiem, że kwiaty mogą się nie podobać, to kwestia gustu. Ja się nimi zachwyciłam, bo nigdy nie widziałam takich pięknych sztucznych róż, wyglądających niemal jak prawdziwe. Szukałam ich długo. Co do wychodzenia z mody – będę polemizować. Być może na cmentarzach owszem, ale tego typu kwiatowe opaski podpatrzyłam u Lenki ulubionej Lany del Ray oraz ma asos.com, więc chyba nie jest to całkiem passe 😉 Kwestia „krzywdzenia” natomiast jest dla mnie zagadką.
Serdecznie pozdrawiam!
Ojejku! Padam po tych zdjęciach! Cudowne są!!!!!! Fantastyczne po postu! :****
Ciekawa jestem gdzie Was wywiało 🙂
Witam! Dawno mnie u Was nie było, dni w lecie niby dłuższe, a krótsze… i nie wierzę własnym oczom! Jakaż ta Lenka już duża! Śliczna dziewczynka. Miny zawsze robiła boskie, ale na drugim zdjęciu w okularach wygląda jak dorosła! A wianek jest świetny!
Upalne uściski!
swietne zdjecia! Lena jaka modelka! rewelacja!
Ech no ludzie wianek jest słaby, niestety. Kwiaty sztuczne zawsze będą zalatywać kiczem i tandetą.
Gdyby to był wianek z pięknych żywych kwiatów (chyba teraz takich nie brakuje , co?) to byłoby cudnie.
Lenka jest piękna.
Życzę udanego wypoczynku. Pozdrawiam.
Lenka słodka. Zdjęcia piękne. Wiankowi ze sztucznych kwiatków mówię jednak NIE.
Zawsze mnie zastanawia, jak sie buduje lawina negatywnych komentarzy… Nie wyobrażam sobie wianka z prawdziwych róż u trzylatki, choć pewnie spełniłby oczekiwania tych najbardziej wysublimowanych gustów. Pamiętam Lenkę z facebooka w koniczynach, była przecudba, ale tu chyba chodziło o konkretny efekt. A takie opaski widywalam na zagranicznych blogach (fakt, nie dziecięcych). Bardzo fajnie wygląda 🙂 Wszystkiego cudownego na wczasach!
U mnie roczna córeczka nosi już piękne duże róże – Żywe , w raczkach, to trzylatce zrobiły by coś złego? Pani Zosia nie ma bladego pojęcia o kwiatach.
Krzywda to chyba ulubione słowo niektórych mam 🙂 w ogole nie o to mi chodziło! Raczej o to, że róże mogłyby tego nie przeżyć. Sama mam synka, ale siostrzenica rozniosłaby wieniec z prawdziwych róż w 2 minuty. Takie rozwinięte jak te są przecież bardzo delikatne. Swoją drogą ja nie widziałam na zdjęciach, że te róże są sztuczne. Inspiracja jest? Jest. Do dzieła, Drogie Panie. Chętnie zobaczymy Wasze księżniczki w prawdziwych różanych wiankach, skoro ich pełno! 🙂 Może konkurs foto? 🙂
Wybacz Zosiu ale ja akurat mam syna:)
Inaczej bardzo chętnie podjęłabym wyzwanie.