Domek marzeń

Dzisiejszy post miał być zupełnie o czym innym, ale to może poczekać. Bo choć nie obchodzimy walentynek, ba! jesteśmy wręcz ich zatwardziałymi przeciwnikami, swoje święto miłości celebrując dokładnie cztery dni później (już w poniedziałek!), miłosny nastrój udzielił się i mnie. Moi Drodzy, zakochałam się. Przyznaję, nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, ale stało się. Nie wiem, co bardziej wpłynęło na ten stan - moje uwielbienie turkusu, uśmiech na buzi Lenki czy atmosfera właśnie. Wbrew trendom, wcześniejszym założeniom i planom, które spaliły na panewce, ten domek zdobył dziś moje serce.



Miał być biały, ze sklejki, z fioletowymi okiennicami, tapetami na ścianach (próbki z marketów budowlanych są gotowe od dawna), wykładziną dywanową i klepkami na podłogach, schodami i patio. Myślałam nawet o windzie na kołowrotku... Czekałam na wiosnę, aby wygodniej było przynieść materiały, a i wyschnie szybciej, i zapach łatwiej się ulotni. Rysowałam w wyobraźni plan, konstrukcję i detale.

Aż tu nagle bach! Przyjechał. Rękami Babci wniesiony, pod osłoną wieczoru, przed naszymi oczami rozstawiony. I róż, i plastik rodem ze świata lalki Barbie... i zgrzyt. Przygryzłam wargę i zamilkłam jednak, widząc radość Lenki, jej szeroko otwarte oczy. Już wiedziałam, że pozbycie się go będzie niemożliwe. Nie tylko dlatego, że to prezent od kuzynki z drugiego końca Polski.

W jednej chwili przypomniał mi się pierwszy prezent od Twórcy - srebrne kolczyki. Wkręty, choć sama zawsze wybieram wiszące, z cyrkonią, choć nie lubiłam wtedy błyskotek. Kiedy je zobaczyłam, trudno było mi ukryć rozczarowanie. Do tej pory cierpię na tym, bo Kochany boi się kupić mi cokolwiek, taki ze mnie potwór. Niezła to była nauczka. Ale już następnego dnia, przespawszy się, ochłonąwszy, spojrzałam na nie łaskawszym, wręcz przepełnionym czułością wzrokiem. I nosiłam dumnie przez następne kilka lat, zmieniając na inne tylko na wielkie wyjścia.

Domek też przez kilkanaście godzin zyskał po stokroć. Kolory zbledły, plastik wysubtelniał. Ile roboty mniej przede mną, a są przecież jeszcze meble, podłogi można odrestaurować, popracować nad szczegółami. Najważniejsze, że już dziś, nareszcie, ludki Lego mają gdzie mieszkać!

Bardzo dziękujemy Violi i Julce za ten wspaniały podarunek!

15 komentarzy

  1. Emma's Gravatar Emma
    14 lutego 2013 at 20:25 | Permalink

    Najważniejszy jest zachwyt Lenki! :)

    • ewap's Gravatar ewap
      14 lutego 2013 at 21:40 | Permalink

      Moglabym napisac, radosc dziecka najwazniejsza…Bo tak jest, ale bylabym hipokrytka mowiac, ze reszta sie nie liczy.No dla mnie liczy, taki ze mnie potwor;) Nie lubie jak mnie np. zabawki czy ubrania „bola”. No, ale ci powiem, ten nie jest taki zly i…Najwazniejsza jest jednak radosc dziecka.Moja ma taka lale ,ktora dostala jak wyjezdzalismy z Polski, od dziadkow.Jedna z najbardziej paskudnych lal jakie widzial swiat.Dziadek (moj tato) dostal polecenie od babci (mojej mamy) by kupic dziecku malego bobaska, bo tak ladnie bawila sie tym duzym u nich.Dziadek polecial i kupil te malutka paskude ubrana w hello kitty.Dzis nawet oka juz nie ma.No ale jest taka lala o ktora zawsze dopomina sie mala jak ma spac, bo paskudna lala musi byc z nia!No i co?Nie dasz?
      No, a wracajac do domku to zanim kupilam, research oczywiscie i dumalam, dumalam; wybrac jak zwykle nie moglam.Potem kupilam i okazal sie byc wiekszym olbrzymem niz w sklepie.Tam wygladal na mniejszy…No ale przespalam sie i przez te noc jakby zmalal:) Do wszystkiego idzie sie przyzwyczaic.Prawie…
      Skoro ci tu post niemal wypisuje, to jeszcze powiem, ze mialam podobna akcje (a bo to jedna?U mnie jest „always stick to the list!”). Maz kupil bez pytania perfumy w prezencie…Ja udawac nie potrafie.Po mnie widac wszystko! Bylo tak widac , ze niemal awantura i jak to ja, po 5 min. plulam sobie w brode i wstydzilam sie niemilosiernie.No a jak perfumy sie skonczyly to kupilam kolejna butelke tych samych, bo jednak fajne byly:)
      pfff, pisowni jak zwykle nie chce mi sie sprawdzac, wiec ‚deal with it”

  2. Sylwia's Gravatar Sylwia
    14 lutego 2013 at 22:56 | Permalink

    Ten domek to chyba z odzysku? Wygląda na około dziesięcioletni :) Nie, żeby mi się przez to mniej podobał, bo jest słodki! Ja nie miałam domku dla lalek, miałam regał :) a w nim pokoje, kuchnię, nawet łazienkę. Mało która dziewczynka miała wtedy prawdziwy domek. Teraz to w zasadzie mus, który nie do końca rozumiem, ale pewnie dlatego, że mam rocznego chłopaka. On będzie pewnie potrzebował garażu 😉 Bardzo mi się podoba u Was, z wiadomych względów ciekawa jestem bardziej zabawek i ubranek Kuby, ale marzę też o córeczce. Udanych Walentynek za cztery dni! Sylwia

  3. Magda B's Gravatar Magda B
    14 lutego 2013 at 22:58 | Permalink

    U nas też często tak bywa, że to, co podoba się mamie, nie podoba się dzieciom ( a raczej dziecku, bo młodzy ma niecałe pół roku). Jednak najważniejsza jest radość dzieci. A domek Lenki nie jest taki zły. Na Twoich zdjęciach wygląda bardzo sympatycznie. I tak ładnie pasuje do chorągiewek :-)
    Super blog! Świetne zdjęcia i ciekawe wpisy, na które czekam.

  4. Ania's Gravatar Ania
    15 lutego 2013 at 10:30 | Permalink

    To zdjęcie Lenki za tą moskitierą jest cudowne! w ogóle Twoja córeczka jest tak śliczna, że aż dech zapiera! A domek jest słodki, sama bym się z chęcią takim pobawiła :-)

  5. ola's Gravatar ola
    15 lutego 2013 at 17:20 | Permalink

    achhhh pamiętam jak mi tato przywiózł domek lalki barbie z niemiec, to była furora :) miał właśnie windę i nawet latarnie na baterie na ulicy przy której stał 😉 a ten lenkowy domek ma bardzo ładne kolorki moim zdaniem :)

  6. ola's Gravatar ola
    16 lutego 2013 at 08:52 | Permalink

    bardzo fajny post z cyklu dla nas czy dla dziecka, tak to jest ze my chcemy naturalnie, ekologicznie bez nadmiernej pstrokacizny , a dzieci na ogol lubia ten plastik, Hance kupowalam same szmacianki, cudne. Az pewnego dnia na 3 urodziny dostala plasikową lale ze sztucznymi lokami. Koszmrek. Hania była nią zachwycona :) Sorki za literowki, jestem okularnicą a jeszcze okularów nie znalazłąm :), no dobra bez okularow tez je robie
    Bardzo fajny blog.

  7. Paula W ! :)'s Gravatar Paula W ! :)
    20 lutego 2013 at 01:24 | Permalink

    jezuniu to myślałam że tylko ja taka okropna jestem…do dziś nie mogę sobie wybaczyć,jak mi dziadziuś kupił dres w króla lwa…wrócił z targu z tym dresem,i bardzo się zle poczuł,a ja jeszcze wykrzyczałam że nie chcę takiego:(kazał iść wymienić,poszłam jak wróciłam dzidziuś zmarł,miał wylew…a ja wracałam z taką radością że mu ten dres pokaże….
    i to nie pierwszy raz gdzie nosem kręciłam,jak tutaj dostaję coś co mi się nie podoba idę do sklepu wymienić i tyle,bo można a o paragon nie pytają…
    pierścionek zaręczynowy wybrałam sama! bo nie nosiłabym takiego co by mi się nie podobał i tyle!
    sukienki ślubne miałam dwie,bo w ostatniej chwili ta od Zienia co tak marzyłam przestała mi się podobać!:)
    portfel dostałam na święta też poszłam wymienić:)
    mój maż nic mi sam nie kupuje,bo raz taką awanturę z płaczem zrobiłam,że nie zna mojego gusty,że tyle mówiłam że chcę taki,a on kupił inny,że teraz bierze za rączke i sama wybieram,takie może mało romantyczne,i bez suprajsu, ale cieszę się z kwiatów,z jajka niespodzianki:) z takich małych drobnostek danych od serca:)
    a domek dla lalek,toż to dopiero będzie dla mnie wyzwanie;)!

  8. Lila Nina's Gravatar Lila Nina
    25 lutego 2013 at 10:03 | Permalink

    hehe, podobają mi się te pocieszenia – „nie jest taki zły!!” 😉
    ja chyba mogę dodać już tylko to, że o ile Lila miała tony zabawek, których ja bym jej w życiu nie kupiła, to już – po latach doświadczeń – jestem bardzo wprawiona w „znikaniu” zabawek 😉
    z tym, że jest ich tyle, że jeszcze mi się nie zdarzyło (serio) żeby one to zauważyły. bo jest i kilka takich koszmarków, które całkiem dobrze nam służą, przydają się po prostu, a dziewczyny je lubią.
    jakąś tam równowagę trzeba utrzymywać, myślę.
    takiego domku, w takich okolicznościach przyrody, na pewno bym nie „zniknęła” 😉

  9. magda's Gravatar magda
    2 kwietnia 2013 at 15:17 | Permalink

    Moja przyjaciolka miala taki sam uwielbialam sie. Nim bawic. I mebelki. Wspaniala rzecz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>