Dlaczego (nie) warto mieć dzieci

Kiedy zaczynałam pisać bloga, obiecałam sobie, że próżno będzie tu szukać truizmów, a ja nie będę się wymądrzać. Tylko krowa nie zmienia poglądów, więc wybaczcie, ale przemyślałam sprawę i cofam obietnicę. Słysząc i czytając wypowiedzi niektórych matek (rzadziej ojców, oni są mniej wylewni, więc trudniej ich zdybać), zrozumiałam, że pewne kwestie, dla mnie oczywiste, dla innych są czarną magią. Z tego miejsca pragnę przeprosić wszystkich, dla których moje słowa będą zwykłym banałem. Jednak tak samo, jak trzy lata temu przystąpiłam do „misji mama”, tak teraz zaczynam czuć potrzebę niesienia kaganka... emocjonalnego oświecenia. Temat dzisiejszej lekcji, moi drodzy, proszę dyżurnego o zapisanie na tablicy, to: „Nie każda kobieta musi być matką”.



Nie, nie jest to mój głos w dyskusji o in vitro. Ten temat nie dotknął ani mnie, ani nikogo z moich najbliższych, więc nie śmiem tu zabierać głosu. Mam na myśli raczej przymusową bezpłodność, którą chętnie zaordynowałam sporej części populacji. Aby odzyskać możliwość rozmnażania, konieczne byłoby przejście wieloetapowego szkolenia i zdanie skomplikowanego testu psychologicznego.
Podziwiam kobiety, które nie boją się powiedzieć, że nie mają dzieci, bo nigdy ich nie chciały. W obliczu presji społecznej to bardzo odważne wyznanie. Dziewczyno! Jeśli nie chcesz być matką, bo jeszcze nie teraz, bo nie czujesz instynktu, bo nie jesteś przekonana – nie daj się namówić! Ani partnerowi, ani rodzicom, ani koleżankom, ani teściowej. Nikomu! Historia zna przypadki kobiet, które po zajściu w ciążę przeszły totalną metamorfozę. Tobie może się to jednak nie przytrafić. Pamiętaj, że jeśli podejmiesz złą decyzję, krzywda, jaką wyrządzisz sobie, będzie niewspółmiernie mniejsza od tej, której dozna mały, niczemu niewinny człowiek.
Argument prorodzinnych polityków, w tym byłego premiera Waldka, który państwowej emerytury się nie boi, bo liczy na starość u boku swoich dzieci, jest kompletnie absurdalny. Gdyby podczas 26... ok, 18 lat życia jednego dziecka odkładać na lokatę wszystkie wydane na jego potrzeby pieniądze, wystarczyłoby spokojnie na wikt i opierunek, jeśli nie całą jesień życia na Bahamach. I nikt nie czyhałby wówczas na nasz majątek, który można by spieniężyć! Gospodarka? Ujemny przyrost naturalny bardzo łatwo zrekompensować imigrantami, wystarczy pozbyć się ksenofobii...
A bycie matką to nie sielanka. O ile nie skorzystasz z usług całodobowej niani, przez parę pierwszych lat to permanentne zmęczenie, niedojadanie bądź dojadanie po dzieciach, brak czasu na gorącą kąpiel z pianą, a co dopiero na fryzjera. Oj, długo nie usiądziesz wieczorem z książka czy bezmyślnie przed telewizorem. Będziesz prawdziwą szczęściarą, jeśli dwa razy w tygodniu pozwolisz sobie na basen lub fitness. Przeziębienie = uziemienie. Ząbkowanie = niespanie. I tak dalej. Jeśli nie jesteś w stanie wykreślić ze swojego słownika wyrazu „ja”, jeśli nie pozbędziesz się egoizmu i szybko nie zrozumiesz, że ten mały człowiek bez ciebie nie istnieje, jeśli nie nauczysz się czerpać radości zarówno z blasków, jak i cieni macierzyństwa, twoja frustracja będzie rosła z każdym dniem jak śniegowa kula.
W zamożniejszych domach frustracji matki zapobiega się poprzez zatrudnienie niani na pełny etat. Niepowstrzymana kończy się nierzadko patologią – psychicznym i fizycznym znęcaniem się, a czasem niestety tragedią.
Zdarzają się oczywiście ojcowie, którzy z obawy przed nerwicą żony przejmują większość jej obowiązków. Najczęściej spotykam ich wśród tych, którzy namawiali swoje partnerki na potomstwo i podziwiam ich heroizm. Czego się nie robi z miłości – do dziecka i do jego matki. Pamiętaj jednak, dziewczyno! O ile miłość ojcowska bezgraniczną jest, o tyle tej drugiej bardzo blisko do nienawiści. A mężczyzna na trzech etatach, dodatkowo ciągle krytykowany, potrafi nienawidzić naprawdę mocno.
Jako świadoma decyzja, macierzyństwo nie musi być uciemiężeniem i zniewoleniem. Mojej córce zdarza się chodzić do obiadu w piżamie, a synowi zjeść spod nosa własne gluty. Nie mam gosposi, bywa więc, że w kuchni piętrzą się sterty brudnych naczyń a w łazience ubrań. Kiedy siadam wieczorem na kanapie z komputerem na kolanach i przypominam sobie, że nie umyłam Lenie zębów, klnę pod nosem swój los, ale zamykam klapę, odkładam laptopa, podnoszę wypełniony ołowiem tyłek i drepczemy razem do łazienki. Nie opowiadam wszem i wobec, jaki to ciężki jest mój los, bo sama go wybrałam. I choć nie do końca zdawałam sobie sprawę z ogromu zmian, jakie zajdą w moim życiu, wszystkie zaakceptowałam i pokochałam, bo jak tu nie pokochać tego pachnącego całusa na dobranoc? Jeśli czujesz, że dla ciebie to może być za mało, odłóż tę decyzję, choćby i bezterminowo.















Zdjęcia: Rodzicielka

Lena:
piżama - prezent

Kuba:
koszulka, rajstopy: Tesco/ F&F Kids

27 komentarzy

  1. mamiveroni's Gravatar mamiveroni
    10 grudnia 2012 at 20:15 | Permalink

    Zgadzam sie w 100%. Pozdrawiam :)

  2. Kamila Leszczyńska's Gravatar Kamila Leszczyńska
    10 grudnia 2012 at 21:20 | Permalink

    Poolcia, skad ta gorycz? Oczywiscie, ze presja spoleczna istniala i istnieje nadal. Tak jak podzial klasowy. Mam nadzieje, ze Twoj post trafi do wielu, byc moze komus podpowie albo da powod do przemyslen. Moim zdaniem, i tu sie chyba zgadzamy, w przypadku macierzynstwa generalizowac nie wolno. Kazdy przypadek jest zupelnie inny, a czynnikow emocjonalnych, intelektualnych i spolecznych az nadto. I w przypadku swiadomego macierzynstwa wszystkie trzeba brac pod uwage. A w przypadku nieswiadomego? Tez. Tylko w krotszym czasie. I myslec, myslec i jeszcze raz MYSLEC! Wypowiem sie jako nie-matka i jeszcze nie-planujaca. Wychowanie malego czlowieka to absolutnie najtrudniejsza rzecz na swiecie. Drogie mamy, podziwiam te z was, ktore wkladaja w to serce. I ROZUM. A niektorym paniom, tym moze nie do konca gotowym zalecam szklanke wody. Zamiast.

    • Weronika Krzyżanowska's Gravatar Weronika Krzyżanowska
      10 grudnia 2012 at 21:41 | Permalink

      Kami, całkowicie się zgadzam oraz, jeśli pozwolisz, podpisuję się pod Twoim postem. :)

    • Weronika Krzyżanowska's Gravatar Weronika Krzyżanowska
      10 grudnia 2012 at 21:43 | Permalink

      …”komentarzem”, nie „postem” (palce szybciej napisały niż głowa pomyślała).

  3. Anna Ziniewicz's Gravatar Anna Ziniewicz
    10 grudnia 2012 at 21:31 | Permalink

    Amen:)

  4. Hiena's Gravatar Hiena
    10 grudnia 2012 at 21:44 | Permalink

    Dobrze piszesz, tylko cos mi sie wydaje, ze nie dotrze to do zainteresowanych osob. Jestem nauczycielka i widze te wszystkie dramaty na codzien: Dzieci malolat, ktorym sie wydaje, ze jak sobie urodza dziecko, to w koncu je ktos pokocha i zycie zamieni sie w bajke jak z reklamy. Lub dzieci urodzone z obowiazku- bo przeciez kazde malzenstwo musi miec dwojke dzieci. Lub dzieci wymuszone przez zone, bo maz nie mial ochoty na potomstwo – a potem frustracja, bo zona zajmuje sie dzieckiem zupelnie sama- mezowi sie nie chce. Coz… i rosna potem kaleki emocjonalne. Przychodza potem te dzieci ze szkoly, a ja po zachowaniu potrafie dosc szybko okreslic, z jakiego domu to dziecko przyszlo i co w tym domu jest nie tak… A jak sie jeszcze widzi, ze sa matki, ktore mieszkajac w dwupokojowym mieszkaniu maja piatke dzieci i nastepne jest w drodze, to zaczynam rozmyslac nad sensem przymusowej sterylizacji… Bo nie kazda kobieta potrafi myslec glowa…

  5. ZEZULLA's Gravatar ZEZULLA
    10 grudnia 2012 at 23:21 | Permalink

    Zgadzam się, oj i to jak!
    A już niech nikogo nie kusi gadać: „Urodzisz, zmienisz zdanie”…. Ooooo….a co jak nie zmieni? Co jak nadal nie będzie przekonana do nowej roli?
    Nie chcesz, nie miej. Twoje życie, Twoje prawo.

  6. czarodziejka's Gravatar czarodziejka
    12 grudnia 2012 at 11:39 | Permalink

    za ten tekst jestem skłonna uklęknąć przed Tobą i powiedzieć DZIEKUJĘ :) to wszystko to,co kłębi mi się w głowie, a mając dwójkę małych dzieci i „wielką śniegową kulę nad głową” nie byłam w stanie sensownie tego poukładać, a dziś po przeczytaniu tego wpisu wielki kamlot spadł mi z serca i moja śniegowa kula rozprysła jak bańka mydlana

  7. Mama's Gravatar Mama
    8 stycznia 2013 at 10:30 | Permalink

    Co to za bzdura? Nie miałam nigdy niani na cały etat i zawsze miałam czas na posiłek, na gorącą kąpiel, nie wspominając o fryzjerze, paznokciach, nawet szybkim SPA (Jezu, zaniedbana matka to koszmar). Codziennie czytam (niewiele bo jestem zmęczona, ale jednak), telewizję oglądam rzadko (raczej z wyboru) a moje dziecko rozwija się genialnie, bo poświęcam mu – odkąd chodzi do żłobka – od 16 do spania, czyli jakiejś godziny 20, czas w 100%! Tak jak wspomniałam od pewnego czasu chodzi do żłobka, więc mogłam zająć się rozkręcaniem własnego biznesu. Nie znoszę takich tekstów, ale masz prawo do stronniczości, bo to Twój blog. Ale zgadzam się. Nie każdy nadaje się na matkę. Zwłaszcza ten, kto nie potrafi radzić sobie z multitaskingiem i nie ma pomocy w swoim partnerze. PS. Ja to jestem „JA”. Mam swoją tożsamość. Jestem matką, żoną ale także KOBIETĄ! Gdyby wszystkie mamy o tym pamiętały i nie zmieniały się po urodzenia dziecka w ciotki klotki i zadabały trochę o siebie 9nie trzeba mieć dużo kasy, wystarczy wszystko dobrze zaplanować) to świat byłby bogatszy o fajne mamy a nie MAMISZONY! Pozdrawiam serdecznie! :)

  8. Mama's Gravatar Mama
    8 stycznia 2013 at 22:23 | Permalink

    Moja Droga, nie, nie napisałaś o sobie ale dokładnie napisałaś, że będąc mamą, nie ma się czasu na wszystkie wymienione przeze mnie czynności. Przykro mi, ale nie widać w tym tekście za grosz ironii ani hiperboli. Sądząc po komentarzach, inni również tego nie zauważyli, więc przykro mi, ale chyba nie osiągnęłaś zamierzonego efektu. Mam wrażenie, że zwyczajnie się bronisz… Żłobek? Każdy ma na ten temat inne zdanie. Moje dziecko rozwija się w nim doskonale, jest tam kilka godzin, uczy się przebywania i zabawy w grupie, interakcji, muzyki, plastyki, angielskiego (wszystko w jednym miejscu z tymi samymi osobami i dziećmi), a ja widzę ogromne postępy i wiem, że nie dałabym mu tego w domu, bo zwyczajnie nie potrafię, gdyż nie jestem ani przedszkolanką ani metodyczką. Sądzę, że nasze (mój i Twój) biznesy z lekka się różnią i z pewnością nie mogłabyś prowadzić takiego biznesu jak ja, mając w domu aktywne maleństwo, a Ty jeszcze masz dwójkę. No ale może ja jestem słaba, a Ty totalnie hardkorowa :) Nie napisałam, że trzeba mieć biznes by być kobietą. Ja potrzebuję tego czasu dla siebie na wiele więcej czynności, których nie da się robić razem z dzieckiem. Może Ty potrafisz, a może mamy inne pasje, hobby i zainteresowania. Widzę, że bardzo się skupiłaś na tym moim biznesie, życząc mi powodzenia, może to jakiś Twój kompleks? :) I może nie było to Twoim celem, ale tak zabrzmiało, w każdym razie od razu sprostuję: ja też kocham nad życie moje dziecko. Z tym, że nie potrzebuję z nim być NON STOP. Choć obrzydliwie tęsknię, gdy go nie ma to rozstania w ciągu dnia bardzo dobrze mi robią, nigdy nie wyjechałabym na żaden wyjazd bez niego, nie wyobrażam sobie nocy spędzonej osobno, nawet nie w jednym łóżku (stosujemy „metodę kreatywną” spania z dzieckiem). Oddałam dziecko do żłobka wtedy, gdy stwoerdziłam, że już jest na tyle duże, że zwyczajnie się ze mną nudzi i pragnie czegoś więcej. Myślę, że jeśli jesteś tolerancyjna to potrafisz zrozumieć, że każda matka najlepiej wie co jest dobre dla jej dziecka. Czysta intuicja. A Tobie tylko pogratulować, że możesz sobie pozwolić na siedzenie z dziećmi do 3 roku życia. Nie każda, ba!, która matka w tym kraju, ma takie możliwości. Zdajesz się chyba tego nie dostrzegać, patrząc przez pryzmat swojej osoby, co nie jest bynajmniej krzywdzące dla mnie (bo to mój wybór) a dla tych kobiet, które nie są w tak cudownie komfortowej sytuacji jak Ty. Trochę pokory i zrozumienia Szczęsliwa i Spełniona Mamo :) Pozdrowienia!

  9. Mama's Gravatar Mama
    9 stycznia 2013 at 19:32 | Permalink

    Oczywiście, że wpadnę. Podoba mi się tutaj, tylko ten tekst mnie zdziwił :) Moja koleżanka, która była całkowicie przeciwna żłobkom jak się zdecydowała na ten mój to jest zachwycona jak jej dzieciak się rozwija i krzywda zupełnie się mu nie dzieje, bo chyba masz rację. Znalazłam idealny żłobek. Do tego stopnia idealny, że był w TVNie jako przykład dobrej placówki. OK, miałam szczęście i bardzo to doceniam. Ja jakbym mogła to też bym została z dzieckiem. Ale nie mogę właśnie dlatego, że mam swoje zainteresowania, których z nim nie mogę rozwijać, a także nie chcę się obudzić z ręką w nocniku za kilka lat, kiedy całkowicie wypadnę z obiegu zawodowego. Nie w tym kraju. A bycie panią domu niestety mnie nie bawi. Jest zwyczajnie nie dla mnie. A wychodzę z założenia, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Jak już zaczęłam się frustrować siedzeniem w domu to widziałam, że przelewam to na swoje dziecko i było mega źle. Teraz jest cudownie i tego się trzymam. Jednak chodziło mi o co ś innego z początku. O to, że nawet jak siedziałąm z dzieckiem w domu to i tak zawsze miałam czas na to wszystko o czym wspomniałaś w poście. Serio nie widzę w tym nic ironicznego, gdyż zaznaczyłaś to zaraz po tym jak napisałaś, że nie każdy nadaje się na matkę, bo to same wyrzeczenia. Więc gdzieś tu się coś nie zgadza… Pozdrawiam Cię serdecznie!!!

  10. Mama's Gravatar Mama
    9 stycznia 2013 at 21:02 | Permalink

    I wiesz co, sama zobaczysz gdy Twoje dzieci pójdą do żłobka/szkoły, że nigdy nie jest dobry czas na oddanie dziecka do placówki. Kiedy ja widzę jak moje pędzi wręcz do dzieci i chce się bawić, bo jest złaknione fajerwerków, których nie ma w domu to wiem, że postępuję dobrze. Są dzieci, które i wieku 5 lat nie chcą chodzić do przedszkola i mają traumę. Każde dziecko jest inne, a moje się świetnie socjalizuje, więc osobiście bronię złobków, ale tylko ze względu na własne doświadczenia. Miłej nocy :)

    • Szczęsciara's Gravatar Szczęsciara
      6 października 2013 at 21:39 | Permalink

      Zgadzam się, każde dziecko jest inne. Córka od małego wszytskiego sie bała: pluszaków, osób starszych w tym babci jednej i drugiej, psa, kota, słonia i tak wymieniać by długo. Dziś ma 3.5 lata i cieszę się, że mogliśmy je spędzić razem w domu, nie wyobrażam sobie bym mogła ją oddać na 8h do żłobka. Jednak gdy miała 2 latka koleżanka otwierała prywatną placówkę, początkowo chodziłyśmy razem na zajęcia, później stopniowo córka zaczęła zostawać sama, na początku na pół godziny, pólniej na godzinę i tak doszliśmy do czterech godzin. I tak przez rok chodziła na zajęcia do żłobka 2 razy w tygodniu na 4 godziny. Co nam to dało? Ojjj wiele, córka nauczyła się, że bez mamy nie jest tak źle jak wcześniej myślała, że skoro inne dzieci nie boją się słonia to może on wcale nie jest taki straszy, stała się bardziej otwarta i koleżeńska. Ja miałam „chwilę dla siebie” później „chwilę dla syna”, teraz córka bez problemu zostaje w przedszkolu bo wie co ją czeka, że będą robić różne fajne rzeczy których z mama nie robi, bo mama nie gra na pianinie, bo mama nie ma takich zdolności aktorskich jak pani w przedszkolu, bo z mamą nie wyklejała wcześniej grzybka ani żabki. Mimo, że nie pracuję to nie wyobrażam sobie teraz, bym mogła odebrać jej ten czas…Jestem też w 100% przekonana, że gdybym trzymała ją cały czas przy sobie to tak jak pisała MAMA w wieku 5 lat przeżyła by traumę! Natomiast półtoraroczny syn luzak od urodzenia, buźka mu się cały czas cieszy, uwielbia ludzi WSZYSTKICH! Poszedł by z każdym, nie ważne czy mama czy babcia czy obcy, bo każdy ma w sobie coś fajnego przecież, jeden wasy, drugi loki, trzeci okulary :))))) 😉 Syn uwielbia wszytskich a wszyscy uwielbiają jego! Gdy idziemy po córkę do przedszkola zawsze wyciągać, go tzeba siłą. Gdy nastanie dzień, że i on będzie musiał iść do żłobka/przedszkola nie będę się matwić bo już dzisiaj wiem, że będzie miał tam ogromną frajdę, bo podobnie jak pociecha MAMY jest „złakniony fajerwerków” :) Podobnie jednak tak jak Ty Paulinko jestem szczęściarą i mogę sobie pozwolić na to by być mamą na cały etat. Chociaż czasami bywa ciężko a plany zawodowe coraz częsciej i głośniej o sobie przypominają, wiem że ten czas kiedyś zaprocentuje :)

      • Szczęsciara's Gravatar Szczęsciara
        6 października 2013 at 23:15 | Permalink

        Tak jak dzieci są różne i do każdego trzeba podejść indywidualnie, tak my mamy też się od siebie różnimy. Dla jednej nie dopomyślenia jest by jej dzieci chodziły do żłobka, dla innej by dziecko jadło własne gluty czy chodziło w piżamie do obiadu 😉 A ja np w życiu nie dała bym dziecku do picia (na stałe) sztucznego mleka, nie wprowadziła bym do diety śniadaniowej słodkich płatków do mleka, deserkow typu Monte, Danio, Bakuś itd, co nie znaczy, że potępiam Mamy, które podają takie „przysmaki” swoim pociechom. Każda mama ma swoije proprytety, dla jednej najważniejsza jest bliskość, dla innej pasje i hobby, dla kolejnej zdrowa dieta, każda z nas łączy to wszytsko w swoich proporcjach, co nie znaczy, że jest gorszą czy lepszą mamą :))))

  11. Mama J i A's Gravatar Mama J i A
    19 stycznia 2013 at 14:01 | Permalink

    A ja bym strasznie chciała, zeby mi ktos powiedzial – nie daj sie nabrac! nie daj skusic obietnicy cudownego matcyznego instynktu! Rodzina nalegala, bo przeciez was stac, bo przeciez mozecie sobie pozwolic… Maz nalegal, bo tupot malych stupek mu sie marzyl. Ja zupelnie nie bylam gotowa i do dzis zaluje, bo zrobilam corce straszna krzywde. Na kazdym kroku ja odpychalam, bo zabrala mi wolnosc. Kiedy po osmiu latach ZDECYDOWALAM SIE sama na drugie dziecko, bylo juz zupelnie inaczej i widze kolosalna roznice w wychowaniu, bliskosci, we wszystkim. Byc moze gdybym przeczytala ten wpis 12 lat temu, nie popelnilabym tego bledu, bo rzeczywiscie – na tej sytuacji najbardziej ucierpiala moja corka. Juz jej tego nie wynagrodze, choc bardzo sie staram. Puszczam tekst w swiat, do mlodszych, niezdecydowanych, oby jak najszerzej sie rozszedl! Pozdrawiam serdecznie!
    Bede zagladac, bo moja mlodsza corka podobna do Lenki jest bardzo, ciekawe, co z nich wyrosnie?

    • Mama's Gravatar Mama
      9 lutego 2013 at 22:53 | Permalink

      Niesamowicie odważne. Gratuluję i zyczę powodzenia w nawiązywaniu relacji z córką. Szkoda, że dla dzieci podobno najważniejsze są pierwsze trzy lata życia. Ale teraz jej oddasz z nawiązką to będzie super. Pozdrowienia!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>